| Do wzięcia udziału teoretycznie obowiązkowe były przebrania, w praktyce mogli startować wszyscy, zresztą
przebrani byli w mniejszości. Mobilizującą zachętą była nagroda dla zwycięzcy - torba Ostro. Z co ciekawszych wydarzeń pamiętam... na samym początku dzwon
nr1... Ryba gdzieś w pobliżu starówki wykonał lot ze schodów i zaliczył glebę. Dzwon nr2 Marcin obchodzący tego dnia swoje urodziny rozbijał betonowe
przeszkody napotkane na trasie wyścigu... jego bark i udo okazały się twardsze. Można to zrozumieć start odbywał się po godzinie 20:00 już wtedy wyglądało na to
że dzień urodzin dla niego się zakończył :) ... wystartował jeszcze... i dojechał do mety. |
| I dowcip dnia... Jałoszek miał obstawiać punkt na Dworcu... niestety nie dotarł tam... co za zdziwienie
nas ogarnęło jak nikogo tam nie zastaliśmy... a jak zdziwieni byli podróżni widząc 20 zdezorientowanych rowerzystów jeżdżących po hali głównej. Właśnie o
nią się wszystko rozbiło... Jałoch dostał dyspozycje obstawienia Dworca - hali głównej... co można z tych trzech wyrazów złożyć... np. Dworzec Główny przy
palcu Zawiszy.. i tam właśnie czekał. |
| Po kilku minutach zapadła decyzja by jechać dalej... później.. Ja Michał i Bandit wykazaliśmy się jeszcze
nadmierną nadgorliwością i po punkcie na ul. Wilczej jeszcze raz odwiedziliśmy Centralniaka, to było oczywiście nie potrzebne, nikogo nie było... ale mimo
takiej straty... zajęliśmy całkiem dobre miejsca :) |