 |
| Niezapomniany alleycat, super atmosfera. Zjechało się na niego kupę ludzi w tym spora grupa kurierów z
Niemiec. Szczególne pozdrowienia dla Krystiana z Berlina z którym od samego początku jechałem. Zarzucił takie tępo, że dość szybko moja twarz nie wiele
różniła się od zielonej ramy mojego górala. Tym bardziej, że poprzedniego dnia zabalowałem z Arturosem, a kto balował z Arturem to na pewno wie, że to nie są
żarty. Mój występ w wyścigu stanął więc pod wielkim znakiem zapytania. Na kilka godzin przed startem jeszcze byłem zajęty haftowaniem pawików. Ale pomyślałem
jak to, ja miał bym nie wystartować, nigdy w życiu, nic mnie nie powstrzyma. Zjadłem coś lekko strawnego typu ryż gotowany i doczołgałem się cudem do roweru.
Wsiadłem, no na nim już czułem się znacznie pewniej :) Wystartowałem i dojechałem do mety, zająłem dobre miejsce, choć przez całą drogę pawiki miały
wyraźną ochotę wyfrunąć z moje zielonej gęby. Jadąc z Krystianem dogoniliśmy w końcu ostrą czołówkę... i w składzie Heniek, Krystian, ja oraz Bandit,
dociągnęliśmy razem do mety. Choć na mecie ciężko już było określić, kto jest bardziej zielony ja czy Krystian. |
|